Oczywiście, nie wytrzymałam sobotniego popołudnia w domu i wyruszyłam z dziewczynami na Przystań. Jak zazwyczaj, wylądowałyśmy w MC, a potem jeszcze na chwilkę u mnie.
Jest 23.15, zaraz muszę zabrać się za przygotowania do poniedziałkowego konkursu i przeczytać te sto coś stron. Lublin: konkurs, potem zwiedzanie + Kazimierz. Wyjeżdżamy 5. 30. Nie wyobrażam sobie mojej pobudki, ale wolę na razie o tym nie myśleć.
Ostatnio w ogóle mało do mnie dociera. Mam znieczulicę i cieszy mnie to. Moje myślenie o tym wszystkim: własnych wyborach, postępowaniu, ulepszaniu siebie i ogólnie, o tym, jak dzieje się na świecie, wprowadza mnie zwykle w zły nastrój. Teraz odcinam od siebie realne myśli, zastanawianie się nad złem tego świata, które niewątpliwie jest stale wokół nas. Może to źle, że przestaję żyć ideami, nie myślę trzeźwo, nie oceniam i nie chcę niczego zmieniać. A może po prostu i do mnie dotarła wiosna, nęcąca feerią barw i zapachów, ćwierkaniem ptaków i... miłością? Nie. Mnie to błogosławieństwo nie dotknęło. Ale mimo tego czuję się trochę jak zakochana. W życiu, pogodzie, świecie, wszystkich ludziach mnie otaczających. Jestem tak optymistycznie nastawiona, że nie potrzebuję dodatkowych uczuć, wystarczy mi to szczęście, którym zarażają mnie wszyscy ludzie wokół. Za to właśnie jestem wdzięczna :)
Jak można żyć bez przyjaźni...?
Wracam pracować i pozostawiam z uzależniającą melodią Kings'ów ... :)
kiedyś sluchałam Kings Of Leon.
OdpowiedzUsuńzazdroszczę "znieczulicy". Przydałaby mi się taka :)
Uwielbiam tą piosenkę :)
OdpowiedzUsuń