sobota, 17 marca 2012

Wiosna, wiosna. Wiosna, ach, to Ty!

PRZEPIĘKNA POGODA! Aż chce się skakać z radości. Zapominam o wszystkich problemach i chcę tylko nieustannie spacerować. Mój dzisiejszy humor, jak łatwo się domyślić: bardzo dobry. Nie wyobrażam sobie zresztą, żeby mogło być inaczej: świat rodzi się po zimowym uśpieniu i wita nas gamą wyrazistych barw.
Oczywiście, nie wytrzymałam sobotniego popołudnia w domu i wyruszyłam z dziewczynami na Przystań. Jak zazwyczaj,  wylądowałyśmy w MC, a potem jeszcze na chwilkę u mnie.
Jest 23.15, zaraz muszę zabrać się za przygotowania do poniedziałkowego konkursu i przeczytać te sto coś stron. Lublin: konkurs, potem zwiedzanie + Kazimierz. Wyjeżdżamy 5. 30. Nie wyobrażam sobie mojej pobudki, ale wolę na razie o tym nie myśleć.
Ostatnio w ogóle mało do mnie dociera. Mam znieczulicę i cieszy mnie to. Moje myślenie o tym wszystkim: własnych wyborach, postępowaniu, ulepszaniu siebie i ogólnie, o tym, jak dzieje się na świecie, wprowadza mnie zwykle w zły nastrój. Teraz odcinam od siebie realne myśli, zastanawianie się nad złem tego świata, które niewątpliwie jest stale wokół nas. Może to źle, że przestaję żyć ideami, nie myślę trzeźwo, nie oceniam i nie chcę niczego zmieniać. A może po prostu i do mnie dotarła wiosna, nęcąca feerią barw i zapachów, ćwierkaniem ptaków i... miłością? Nie. Mnie to błogosławieństwo nie dotknęło. Ale mimo tego czuję się trochę jak zakochana. W życiu, pogodzie, świecie, wszystkich ludziach mnie otaczających. Jestem tak optymistycznie nastawiona, że nie potrzebuję dodatkowych uczuć, wystarczy mi to szczęście, którym zarażają mnie wszyscy ludzie wokół. Za to właśnie jestem wdzięczna :)
Jak można żyć bez przyjaźni...?

Wracam pracować i pozostawiam z uzależniającą melodią Kings'ów ... :)

środa, 14 marca 2012

Zaczynamy! :)

Witam! ;)
Oto pierwszy post na tym blogu. Właściwie nie wiem czemu go założyłam. Chyba po prostu mam potrzebę zmiany czegoś, znalezienia jakiegoś dodatkowego zajęcia, powrotu do pisania czegoś systematycznie, nie na temat, tak po prostu. O wszystkim i o niczym.
Robi się ciepło, robi się wesoło. Życie rozkwita. Niby mogłabym znaleźć milion rzeczy, na które należy narzekać, ale po co? Jakoś tak ostatnio na prawdę dociera do mnie moc pozytywnego podejścia, podświadomości. Mam życie we własnych rękach, więc po co wszystko negować? Jeśli zawodzę, nie ma sensu się żalić, trzeba nad sobą popracować.
Jest OK. Dzieje się sporo, na nudę nie można narzekać, na zły humor także. Jak zawsze, są osoby, z którymi można dzielić się codziennością.I osoby, które zarażają szczęściem. Tak, jest się tym szczęściarzem. Nie mam co narzekać na rzeczywistość, z dnia na dzień mnie zaskakuje.
Jestem  przemarznięta po długim spacerze, wypijam ciepłą herbatę, przeglądam facebook'a, kwejka, youtube. Tworzę nowego bloga, piszę pierwszy post, słucham nastrajającej muzyki, planuję, co zrobię przez najbliższe dni. Otwieram zeszyt od niemieckiego, znużona szybko go odkładam i wyciągam z szafki książkę od biologii. Czegóż można chcieć od życia więcej? :D
A tak w sumie, mam już weekend. Jutro tylko polski, historia, fizyka, w piątek tylko kierunkowe.

Stale uczę się sztuki życia...